czwartek, 6 grudnia 2012


Kiedyś było mi tak ciężko, kiedy przychodziła zima, wszystko inne wydawało się mniej atrakcyjne. W tym roku z czystym sumieniem mogę napisać, że zimę mam w głębokim poważaniu. Po prostu jej nie zauważyłam. Przyszła tak nagle, ale nie było nawet ani jednego westchnięcia czy grymasu. Trochę mnie to przeraża, bo idąc ulicą myślę o jakiś dziwnych zadaniach a czasem zdarza mi się obudzić w nocy i znać rozwiązanie jakiegoś ekstremalnie ciężkiego równania. O co chodzi? Czy to tylko klasa maturalna ma na mnie taki wpływ czy zmieniam się w prawdziwego naukowca? Albo po prostu mój mózg nie ma ciekawszej pożywki ( czytaj zero kultury, zero zdjęć, zero głębszych przeżyć emocjonalnych ). To pewnie to. Tak czy owak ( zauważyłam że stanowczo nadużywam tego określenia ) cieszę się z mojej postawy olewającego zimę. Co prawda miło by było od czasu do czasu się 'ukulturalnić' ale chyba wolę być matematycznym świrem niż zmarzniętą artystką. 

2 komentarze:

  1. Ja tam wolę być zmarzniętym artystą. Matematykiem już i tak nie zostanę :p

    OdpowiedzUsuń

będzie mi miło jeśli coś napiszesz :)