środa, 14 września 2016

Nowe marzenie


Mam już nieśmiałe marzenie na przyszłoroczne wakacje. Mam zamiar wykorzystać te może już ostatnie trzy miesiące do maksimum. Nie zdradzę narazie co to będzie bo muszę jeszcze wszystko przemyśleć i upewnić się że to bezpieczne. Chciałabym też zabrać ze sobą drugą połówkę która narazie nic nie wie :). Dopisuje swój pomysł do mojej listy marzeń wraz z nauczeniem się nawrotów przy pływaniu na basenie. Dziwne zestawienie, wiem. Najbliższy weekend spędzam w Pradze. Pogoda ma być wymarzona. 

poniedziałek, 12 września 2016

Chorwacja

Wróciłam z pięknej Chorwacji. Korzystając z przerwy w pracy wrzucam tego posta. Ciężko jest się odnaleźć po takiej przerwie. Upał na dworze nie pomaga. Motywuje mnie tylko to że zostały trzy-cztery tygodnie i wracam na uczelnię. Nie chodzi o to że nie lubię tej pracy, jest całkiem prosta, dobrze płacą i jest ciekawie. Największym problemem jest te 10 godzin które tu spędzam, zwłaszcza po dziesięciu dniach spędzonych w podróży. Nie będę jednak narzekać bo to i tak cud że dostałam urlop. 
Trochę zmieniłam wygląd bloga. Coś mnie naszło na bardziej spersonalizowaną stronę. Tak naprawdę czytelników jest niewiele, więc mogę potraktować tą stronę jako swój osobisty dziennik (jeżeli coś co jest w Internecie można nazywać osobistym). Jest tu moja lista marzeń i lista miejsc które dotąd udało mi się zobaczyć. Chciałabym nauczyć się edytowania stron internetowych. Prowadzę tego bloga już chyba 5 lat i nigdy nie byłam w stu procentach zadowolona z jego wyglądu. Może to pomysł na wyzwanie październikowe?
Jeżeli chodzi o temat mojej podróży do Chorwacji była to kolejna już wizyta na wyspie Pag. Pogoda trochę mnie zaskoczyła bo Chorwacja zawsze jawiła mi się jako upalna pustynia (byłam tam 6 razy i ani jednej kropli deszczu!) a w tym roku trafiły mi się trzy dni bez słońca, za to z porywistym wiatrem. Przez większość czasu leżałam na plaży w Simuni sumiennie wypełniając swoje wrześniowe postanowienie. Jadłam najlepszą jagnięcinę, miód szałwiowy i szynkę. Spałam do 9 rano i jadłam rogaliki z czekoladą. Przed wyjazdem naoglądałam się zdjęć Meksyku i nie wiedzieć czemu znalazłam mnóstwo podobieństw w Chorwacji. Czułam się więc trochę jakbym była w Meksyku. Miłe uczucie. Wyjechałam ze świadomością, że nieprędko tam wrócę. Miałam w planach skok na bungee, ale nic z tego nie wyszło. Nawet nie jest mi z tego powodu smutno bo nie czułam żadnych motylków w brzuchu kiedy o tym myślałam, więc taki skok nawet jakby się odbył nie przyniósłby mi tyle radości. Żałuje tylko tej miejscówki gdzie miałam skakać bo widoki były niesamowite. Kiedyś tam wrócę i skoczę-wiem to na pewno.